Przez zielone niebo
Wychyla się nieśmiało słońce
Przesącza się zrozpaczonym drzewom
Ściekając na oliwkową pościel,
Wśród której leży zawinięte
Ciało nagiej, leśnej bogini,
Której oczy przeklęte
Zalepione są zielonymi liśćmi.
Czy znajdzie się śmiałek,
Jakiś rycerz, mag, wybraniec,
Który odważy się pocałunkiem w usta
Zerwać pieczęć, pozwalając by zasnuta
Snem wiecznym piękność wstała?
Kto uprosi potem na kolanach,
By śmierć skoro nie śpi, już nie uśmiercała...
rozpierdoliłeś cały wiersz dzieląc go na strofy, podczas gdy mógłby być naprawdę niezły.
OdpowiedzUsuń