poniedziałek, 2 maja 2011

Na nigdy zaklęty

Błękit szkarłatnego nieba
Rozchlapany po chmurach
Wsiąka w ziemię z drewna,
Spływając po ceglanych murach

Straconych nadziei,
Które jeśli wierzyć
Przestarzałym sloganom,
Miały nigdy nie umierać...

Moją rzeźbioną twarzą
Przyszło mi wybierać

Między starymi klifami,
A gwiezdnym pyłem...

Między solnymi skałami,
Na których żyłem
Jak zwykłe drzewo,

A skruszoną ziemią,
W której między piachu drobinami
Zatknąłem, w co wierzyłem...

Teraz klęczę na przesiąkniętym
Drewnie błękitem nieba...

Przestałem wierzyć
Przestałem się bać
Przestałem już żyć

Przestałem poprzestawać...

Więc rzeźbionymi wargami
Uchwyciłem ostry kawałek skały
I pożarłem z bólem łykając...


A srebrny pył wciągnąłem
Jednym tchem pochłaniając
Całe niebo rozgwieżdżone...

Teraz leżę na przesiąkniętym
Drewnie szkarłatem błękitu...

Ze słonym odłamkiem zatkniętym
Głęboko w skrzywionym obliczu...

4 komentarze:

  1. Witaj,
    rozejrzałam się trochę u Ciebie, bardzo inspirujące strumienie w głowie Twej...
    Ehh, następnym razem przyjdę z lupą :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. do czarnej, niebieskiej, czy różowej czcionki? : D
    tak, czy inaczej, do kogo byś nie mówiła, lepiej bez lupy ^^ w powiększeniu nie wygląda tak dobrze x)

    OdpowiedzUsuń
  3. no fakt masz racje jak by na to nie patrzeć czy z lupą czy bez grafomaństwo pełną parą..

    OdpowiedzUsuń